Dźwięki Brukseli

Pierwsze miesiące roku to dla mnie od wielu lat znamienny czas. Czas zmian, redefinicji strategii, aktulizacji planów, często krytycznych decyzji. Tak było i tym razem. Tak samo, a jednak inaczej.

Rok 2018 należał do bardzo udanych dla przedsięwzięć, w jakich miałam przyjemność uczestniczyć:

  • Zamknęłam kilka dużych programów, po informacji zwrotnej od uczestników wnioskuję, że z sukcesami dla nich :).
  • Rozpoczęły się zupełnie nowe projekty i wyzwania.
  • Z wielką radością witam rosnącą świadomość wśród Kadry Zarządzającej, która chętnie rozpoczyna zmiany w firmie od pracy nad sobą. Jeden z naszych Klientów, widząc miny (Eli Stelmach  i moją) podczas diagnozy potrzeb jednej z jego firm – porównał nas do dr. House :), tłumacząc dalej, że obserwuje radość, która towarzyszy wyzwaniom, którym będzie trudno  sprostać, ale wie, że poradzimy sobie z tym.

Rok 2019 zaczął się od zupełnie nowego wyzwania, o ile do tej pory miałam już kilkukrotnie przyjemność występować w przyrodzie w roli Associate Coach/Trainer dla międzynarodowych firm, o tyle aktualnie realizowany projekt jest tak kompleksowym i pełnowymiarowym, że trudno mi wyobrazić sobie większe zaopiekowanie dla Associate Coach. Niezależnie od efektów naszej współpracy, już dzisiaj, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Center for Creative Leadership zdecydowanie zasługuje na miano topowej instytucji dla tzw. Executive Education wg. Financial Times, warto wspomnieć, że kolejny rok z rzędu. Jestem fanem uczenia się, a jeżeli do tego mogę uczyć się od i z najlepszymi, to tym bardziej po raz kolejny zazdroszczę sobie sama zawodu, który wykonuję. 🙂

Ale może po kolei – CCL to przedsiębiorstwo z ponad 40sto letnim doświadczeniem ze swoją główną siedzibą w USA. W Europie mają swoje centrum zarządzania edukacją w Brukseli, pięknym mieście siusiającego chłopca, czekolady, piwa i niesamowicie przyjaznych ludzi.

Miałam oczywiście okazję zasmakowania belgijskiej gościnności, jednak to, co pochłonęło mnie w minionych tygodniach,  zdecydowanie był to intensywny czas nauki i rozwoju. Ucząc innych czuję tak obowiązek, jak i wielką potrzebę, ciągłego dokształcania się, aby dokładać wszelkich starań do permanentnego podnoszenia poziomu oferowanych usług.

Do Brukseli pojechałam na zaproszenie CCL, zostałam polecona przez wspaniałych ludzi, przeszłam kilkuetapową rekrutację. To, co zastałam na miejscu nadal we mnie mocno pracuje, nadal jest przeze mnie interioryzowane, nadal wdzięczna jestem za taką szansę.

Pierwszym składowym elementem była praca w niezwykle zdywersyfikowanym gronie specjalistów z całego świata – mówiąc z całego świata, mam na myśli dosłownie cały świat – od RPA, przez Brazylię, od Kanady po Polskę.

Znalazłam się w gronie pasjonatów – wariatów, a assessment i ocena 360 nabrały nowego znaczenia, kiedy dostajesz informację zwrotną od ludzi dosłownie i w przenośni z innego wymiaru niż twój. Dawno się tak wybornie nie bawiłam – a moj sub-team składający się ze Szweda pracującego z Liderami w Azji, Profesora Anglika i mieszkającej w 25 krajach Portugalki, uważam za wyśmienity.

 

Zwieńczeniem naszej wytężonej pracy był certyfikat, którego wartością jest przede wszystkim droga, jaką przeszłam, aby go otrzymać oraz ludzie, z którymi pracowałam, aby go wypracować.

Jeżeli ktoś sądzi, że praca Coacha to zwykła rozmowa, to zdecydowanie jest w błędzie – każde zajęcia kończyły się przepastnymi zadaniami domowymi, których realizacja czasem pochłaniała cały wieczór i kradła spory kawałek nocy, ale zdecydowanie było warto.

 

 

 

Zdecydowanie wartością dodaną takiej edukacyjnej eskapady jest to, co uczestnik uczy się osobie – to bonus dla całego procesu rozwoju, bo ten zaczyna się od nas samych – wielokrotnie powtarzane podczas zajęć słowa Edny Murdoch – Who you are is how you supervise/coach/train dawały impuls do jeszcze bardziej wytężonej pracy nad sobą.

W pełnej gotowości do kolejnych wyzwań w pracy z klientami, z niecierpliwością czekając na dalszy bieg wydarzeń, z sentymentem będę wspominać miniony czas w Brukseli, która pożegnała mnie piękną melodią graną na belgijskim lotnisku przez cudownie uśmiechającego się Pana podróżnika – po prostu odłożył swoją walizkę, usiadł do fortepianu i rozdawał dźwięki radości.

 

 

 

 

 

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *