Ciemna strona mocy

Kiedy byłam mała marzyłam o czymś, co będzie dobre dla wszystkich, dla każdego. Zastanawiałam się czy istnieje produkt, usługa, coś, czego potrzebuje i/lub poszukuje każdy człowiek… Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym było mi smutniej, bo nie potrafiłam takowego znaleźć…

Pamiętam ten dzień, kiedy moje poszukiwania dotarły do mety, kiedy serce radowało się z tytułu osiągnięcia celu, realizacji marzenia, domknięcia pętli myślowej. Pamiętam też moje późniejsze działania z tym związane, postanowienie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby dołożyć wszelkich starań, żeby ludzkość, przynajmniej tą w zasięgu mojego telefonu/internetu rzeczonym czymś, uszczęśliwić.

Na szczęście jednak dla mnie, a przede wszystkim na szczęście dla wspomnianej ludzkości, opisywane działania nie trwały zbyt długo, ale o tym za moment.

Najpierw muszę zdradzić moje wiekopomne odkrycie, które pojawiło się w mojej głowie pod wpływem lektur, prelekcji i publikacji dotyczących celów życiowych, sensu życia. Zanurzenie się w podejściu Victora Frankla, randki z Martinem Seligmanem (niestety tylko książkowe i mailowe), przygody z Mihaly Csikszentmihalyi (włączając w to naszą wymianę maili), lektury publikacji Elliota Aronsona i Philipa Zimbardo, rozmowy z Kelly McGonigal czy Danielem Kahnemanem oraz tysiące innych książek, pewnego dnia skleiły się w jedno słowo, to poszukiwane, w jeden wspólny mianownik. Przecież oni wszyscy mówili o tym samym, razem z Dalai Lamą, z Richardem Wisemanem i Danielem Golemanem. Gdzie nie sięgnę, tam pojawia się to samo. Setki dyskusji z coachami, trenerami, klientami. Tysiące godzin sesji i szkoleń, dziesiątki różnych historii – jedno słowo pojawiające się prędzej czy później. Definiowane na różne sposoby, odmieniane przez wszystkie przypadki. Wiedziałam, że nie ja pierwsze dokonałam tego odkrycia, ale dla mnie osobiście, przez pryzmat dziecięcych poszukiwań, było to personalnie wiekopomne. Tak oczywiste, a tak nieoczywiste.

Przecież ludzkość pragnie od zawsze jednego – SZCZĘŚCIA!!!!

Pewnie myślisz z politowaniem – ale odkrycie!!! – no właśnie, zgadzam się z Twoim politowaniem. Ale bardziej chodzi o kontekst tego, co później się dzieje podczas realizacji tego pragnienia, niż z samym odkryciem (momenty A-HA są bardzo przyjemne – polecam 😉 ).

A co jest nie tak w realizacji pragnienia? A to, że niezwykle często gubimy się na drodze do jego realizacji, zamieniamy szczęście na szczęśliwości, pracę nad budowaniem szczęścia na hedonistyczne przyjemności. W XXI wieku, kiedy naprawdę wiele rzeczy jest pod ręką, z dostawą do domu, z możliwością złożenia reklamacji w środku nocy, wymiany na inny model.

I tutaj zaczyna się trzecia część mojej przygody ze szczęściem. Czyli ta, w której zaczęłam chcieć uszczęśliwiać. Lista moich grzechów jest następująca:

  • uszczęśliwiać chciałam zbyt na siłę (możesz mi wierzyć albo i nie, ale teraz, zarówno badania o tym stanowią, jak i ja się niejednokrotnie przekonałam, że szczęście to decyzja i… naprawdę nie każdy chce podjąć działania, żeby być szczęśliwym),
  • szczęśliwość myliłam ze szczęściem, gdzie korzystałam z prostego równania matematycznego: szczęśliwość = dużo przyjemność – mało nieprzyjemności,
  • szczęście utożsamiałam niemalże wyłącznie z pozytywnymi emocjami – przecież co może mieć ze szczęściem wspólnego porażka czy cierpienie… teraz wiem, że są jego nieodłącznym, a zarazem pięknym i budującym elementem,
  • szczęście kojarzyłam z fartem – na swoje wytłumaczenie nadmienię tylko, że we wszystkich europejskich językach te dwa słowa mają tą samą etymologię, jednak tak naprawdę szczęście to nie to samo, co zwykły fart, czyli coś co się po prostu przytrafia,
  • ….

Lista moich zbrodni na szczęściu jest o wiele dłuższa. Jednak na swoją obronę powiem, że moja opieszałość i naiwność dostała po łapkach. Na szczęście dla mnie i dla samego szczęścia, w moim życiu trafiłam na mądrych ludzi, kilka razy na ścianę, kilkanaście razy się poturbowałam, przewróciłam. Na szczęście dla mnie, XXI wiek to rozwój wielu badań naukowych nad istotą szczęścia. Na szczęście dla mnie, szczęście zaczyna być re-definiowane.

Jakiś czas temu zaczął się czwarty etap mojej przygody ze szczęściem. Etap bardziej osadzony na nauce, na praktyce, na pracy. Bardziej dojrzały, choć na pewno jeszcze daleki od doskonałości.

Jednym z kamieni milowych, była możliwość poprowadzenia pierwszego w Polsce, kursu Action for Happiness – cyklu warsztatów na które zostałam w pełni wyposażona przez jego autorów w armię badań naukowych, naręcza studium przypadków, zaplecze mądrzejszych ode mnie to z jednej strony. Zaś z drugiej (a to nie było zaplanowane, po prostu miałam szczęście 😉 ), najważniejszej strony, miałam przyjemność prowadzić je dla (chociaż bardziej trafne jest ‘Z’) cudownych osób, inspirujących poszukiwaczy własnego szczęścia, mądrych postaci, pięknie się między sobą różniących.

Zderzenie tych wszystkich wydarzeń spowodowało, że mimo wrodzonego optymizmu, dzisiaj jestem wyposażona w empiryczne i naukowe dowody. Dowody na rolę całego spectrum emocji dla treningu szczęścia, wiedzę na temat ciemnej strony szczęścia, doświadczenie wdzięczności w sytuacjach, które na to wcale z pozoru nie wskazują.

Dla mnie osobiście mijający 2017 rok obfitował w końce, początki, wzloty i upadki, porażki i sukcesy, przyjemności i łzy, momenty trudne, wliczając w to chwilowe zagrożenie życia. Dzisiaj już wiem na pewno, że właśnie z tych komponentów składa się szczęście, że nie jest ono jednorazowym zdarzeniem, a wielowymiarową i wieloetapową pracą oraz treningiem. Wiem, że szczęście jest kompetencją, nad którą można pracować. Wiem, że może się finansowo opłacać pracodawcy dbanie o szczęście pracowników. Wiem, że szczęście to nie to samo co uśmiech, że szczęście ma swoją jasną, ale i ciemną stronę mocy. Szczęście to nie tylko pozytywne myślenie.

Na koniec tylko wspomnę o krótkiej wymianie myśli z jedną mądrą osobą, która mocno zdystansowała się do przyjścia na planowany warsztat na temat szczęścia, który właśnie chwil parę temu dopracowywałam z Kasią Czyż. Ta mądra osoba powiedziała, że te wszystkie pozytywne bzdury ją denerwują. I tak sobie myślę…. że całkowicie się z nią zgadzam – mnie też.

Ciemna strona szczęścia i pozytywnego myślenia to przede wszystkim przeginanie z nim, wdrażanie tam, gdzie nikt nie ma na to gotowości, potrzeby czy ochoty, traktowanie po łebkach i utożsamianie tylko z fartem, uśmiechem, jednorożcami biegającymi po łące w kolorze tęczy. Chociaż wiem, że jeszcze nie raz wbiegać będę na tę łąkę, to z przyjemnością poszukuję szczęścia w deszczowych dniach, w ciężkich chwilach i momentach zwątpienia – bo to cała paleta doświadczeń, a nie instant szczęśliwości budują szczęście.

Dzisiaj jestem już duża, ale z dziecięcego marzenia nie zrezygnowałam i nadal szukam tego czegoś jednego dla wszystkich. Możliwe, że kiedyś znajdę, ale aktualnie cieszę się samym procesem poszukiwania :). Daje mi to ogromne szczęście 🙂 Mam nadzieję, że spotkamy się na tej drodze.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.