Lektury obowiązkowe

Słowa Goethego, które towarzyszą mi od wielu lat – Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe, nabrały dla mnie ostatnio innego znaczenia, a może znajduję ich kontynuację. Bo łatwe to nie jest stan permanentny. Staje się łatwe by za moment stać się inne, nowe i powtórnie trudne. To nie układ linearny, to spirala, która powoduje, że już prawie wiem, czuję i dotykam, by za chwilę znowu umknęło i na powrót prowokowało.

Ambiwalencja myśli została zastymulowana przez ostatnie miesiące, które, oprócz coachingu i rozwoju, pracy i lata, to również nowe spojrzenie na rzeczy stare i to za sprawą młodych umysłów. Maj i czerwiec to w Polsce czas matur, egzaminów, przygotowań, stresu, ale i zadumy, rozmyślań, wątpliwości. W moim przypadku ostatnie dwa miesiące to również podróż w głąb siebie za sprawą, o niemalże połowę młodszych mentorów i nauczycieli. Uczniów, którzy inspirowali, maturzystów, którzy wykazywali się niekonwencjonalnym myśleniem. Bo jak się przekonuję po raz wtóry w swoim życiu, nauczycielem może być każdy, dla mnie, jako dla pedagoga i coacha, niezwykle często moim nauczycielem jest właśnie uczeń.

Ale po co coachowi nauczyciel, skoro coach czyta sporo, najczęściej literaturę przedmiotu, która obejmuje szereg publikacji opartych o wyniki badań naukowych, źródła, modele, narzędzia? W mojej osobistej bibliotece półki uginają się pod jej ciężarem, uwielbiam je i nie zamieniłabym na nic innego. Znajduję tam mnóstwo siły i mocy, inspiracji i rozwiązań, pomysłów i podpowiedzi. Kahneman, Goleman czy Seligmann są moimi przyjaciółmi, kiedy tego potrzebuję. Darzę ich jednostronnymi emocjami już ponad dekadę. Okazuje się jednak, że stanęli na mojej drodze jeszcze inni, bardziej anonimowi nauczyciele. W ostatnich miesięcy kilka zrodziło to we mnie potrzebę powrotu do przyjaciół z młodości. Wspomniani przed momentem uczniowie, przygotowywali się do matury z języka polskiego, z rozentuzjazmowanym głosem zapraszają do naszych rozmów Goethego, Shakespeare, Bułhakowa, Dostojewskiego czy Verne. Na fali ich emocji sięgam do Fausta, wracam do Makbeta, poznaję na nowo Mistrza, dotykam zbrodni i ruszam w 80cio dniową podróż dookoła świata…

I stało się coś dla mnie niezwykłego. Rozpoczęła się zaskakująca podróż po teoretycznie znanym terenie, bo w towarzystwie przyjaciół z młodości. Ale teren znany tylko teoretycznie, ponieważ praktycznie, ja dzisiaj nie jestem już tym samym wędrowcem, co dwie dekady temu. Moje zdziwienie nie miało końca, kiedy z zaskoczeniem odkrywałam nowe lądy odwiedzanego już przecież przeze mnie obszaru, terenów znanych i lubianych. Jakże inaczej brzmią teraz dla mnie słowa Boga z Prologu w niebie – Błądzi człowiek, póki dąży. Dla mnie coacha, który wraz ze swoimi klientami poszukuje błądząc nierzadko. Jakże dosłownie, ale i metaforycznie brzmi Shakespeare –Jeżeli w książkach czyta się tylko to, co zostało napisane, to całe czytanie na nic. Pracując zawodowo słowem szczególnie ważne dla mnie stała się teraz wypowiedź bohatera Bułhakowa, zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy – nigdy…

Czas się zagiął, moja przeszłość dogoniła teraźniejszość, aby współtworzyć przyszłość. Pamiętam te godziny z Dostojewskim w rękach, ale wtedy jego słowa brzmiały inaczej. Nie twierdzę, że lepiej, albo gorzej, jestem daleka od walidowania – brzmiały, tak, jak potrzebowałam, na ile byłam gotowa. Teraz są inne, bo Daj młodemu człowiekowi mapę nieba, a odda ci ją jutro…poprawioną przywodzi mi na myśl tak moje, jak i moich klientów boje o tworzenie siebie. Najwięcej coachingu znalazłam natomiast w podróżowaniu wraz z Juliuszem Verne, balonem, podmorsko czy dookoła świata, bo wszystko, co człowiek jest zdolny wyobrazić sobie, inni zdołają wcielić w życie.

Lista dawnych przyjaciół, którzy odwiedzili mnie po tych nastu i już kilkudziesięciu latach jest o wiele dłuższa. Najciekawszą częścią tej wyprawy dla mnie była ta, związana z odkrywaniem siebie na nowo, dotknięciem świadomości o zmianie, patrzeniem na moje własne zdziwienie i myśli pojawiające się co chwil parę w głowie podczas lektury, niemalże krzykiem do samej siebie wypowiedziane – jak ja mogłam to przeoczyć, jak mogłam tego nie zauważyć? I uśmiech pod nosem pojawiający się, że dzisiaj dostrzegłam, że dzisiaj widzę, że dzisiaj czuję i wiem, że dzisiaj poznałam. Ale zaraz za uśmiechem pojawia się niepewność – a co zobaczę za kolejne naście lat, czego nie wiem teraz, czego nie wiedzę i co ignoruję? Niepewność ta jednak nie jest jednak strachem, nie jest lękiem okraszona – jest ciekawością zbudowana, cierpliwością nasączona. Bo dzisiaj jako coach, ale jako czytacz, jako człowiek i jako nauczyciel wiem i czuję zmianę jaka we mnie i dookoła mnie. I zmiana ta mnie ogromnie cieszy, bo jest odpowiedzią na moje potrzeby, nowe marzenia, dojrzalsze wybory, starsze przemyślenia – one nie są ani lepsze ani gorsze, od tych maturalnych, one są inne i ważne, aby były moje własne.

Dzisiaj chcę skorzystać z okazji, jaką ofiarowali mi moi maturzyści, okazji do przejrzenia się w lustrze przeszłości, do zderzenia ze zmianą. Skorzystać i zaprosić innych coachów do skorzystania – bo nie tylko literatura przedmiotu, nie tylko badania naukowe, nie tylko współcześni autorzy, niestety zbyt często gryzipiórki i samozwańcy, tworzą naszą coachingową rzeczywistość. To również klasyka gatunku, old-school, Dostojewski i Verne, Aligheri i Homer mogą nas wiele nauczyć. Zaproszą do metafory w jej doskonałym wydaniu, opowiedzą historię, która da wiele do myślenia, uruchomią neurony, zastymulują synapsy. Nie oddam za nic mojej biblioteki literatury przedmiotu, ale wiem, że od dzisiaj obok Bennewicza, Moore i McGonigal zasiądą na stałe i włączą się do dyskusji również moi starzy przyjaciele –Cervantes z jego Don Quichote, Gombowicz i jego gęby, Camus po dżumie. I już nie w roli obowiązkowych lektur szkolnych, ale obowiązkowych lektur życia.

Słowami Goethego rozpoczęłam i zakończyć nimi pragnę, słowami, które dedykuję moim tegorocznym maturzystom, ze szczególnym uwzględnieniem tego jednego, który, zupełnie nieświadomie, dał mi naprawdę wiele do myślenia, który zadawał pytania tak głębokie i sięgające sedna i esencji egzystencji, że nocy nieprzespanych i gonitwy myśli na jakiś czas limit się zdążył wyczerpać – Zaczynaj wszystko, co możesz zrobić lub o czym marzysz. Zuchwałość mieści w sobie geniusz, siłę i czary. Nie zwlekaj!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.